Weszlismy na lotnisko, ja obowiazkowo musialam zaliczyć toaletę, oczywiście nie mogło zabraknąć pomyłki (weszlam do meskiej) Potem była odprawa, strasznie się denerwowałam. Ale właściwie musialam tylko pokazac bilet i dowód więc okej. Teraz czekało mnie pożegnanie z rodzicami, bez płaczu się nie obejdzie. Rutyna. No to idę do punktu kontrolnego, sprawdzili mój bagaż i mnie. Wszystko okej, idziemy schodami w górę. Wstapiłam po wodę dla Patrycji, bo ma czasami napady kaszlu i zaczyna sie ktusić wiec kochana ciocia Agatka musiala ruszyc z pomoca.. eh. Nastepnie podeszlam do takiej pani, pokazalam jej bilety i dowody pani, a ona zaczęła zadawać idiotyczne pytania:
-Do kogo lecicie?
-Rodzice o tym wiedzą?
-Gdzie są wasi rodzice?
Taka mała gówniara przyszła więc co się dziwić? haha. Samolot się miał się opóźnić, ale w czasie lotu wszystko nadrobil. Kolejka do samolotu była długa (stalam na koncu) gdy przyszla moja kolej, pani porwała mi bilet i kazała iść do jakiegoś pana, on do mnie, ze mój bagaż podreczny będzie pod samolotem (za darmo), a ja, ze nie, bo chcę mieć go przy sobie i zaczelam się kłócić, ale przegrałam i wkurzona poszlam do samolotu. W samolocie nie obylo się bez pomyłki.. usiadlam na źle miejsce (po prawej było 25DEF, a po lewej 25ABC) gdy już zajelam miejsce po lewej przy oknie oczywiscie. Zaczelismy się unosić, gdy ustatkowalismy się na jednej wysokosci, zaliczylam toaletę. W samolocie sluchalam muzyki, gralam w łapki z Patrycja, robiłam zdjecia i rozmawialam z panią, która siedziala ze mną w przedziale, gdy wysiedlismy z samolotu, ona nam pomagała. Po angielskiej stronie, pani coś mówiła po angielsku, a ja "yes" beka, bo ona pytała ciągle o to samo w końcu tamta Pani mi pomogla, chodziło o to czy ma mnie kto odebrać, czy ja mówię za cicho? Spedzilismy dobre 10 minut czekając na mój bagaż z pod samolotu, zapomnialam dodać, ze po angielskiej stronie też zaliczylam toaletę. Okej. Wychodzę i widzę siostrę, wow, ale się zmienila. Czekalismy na autobus. 40 minut do Derby z Derby ok. 15 min do Ashbourne. Jesteśmy w domu. Na obiad pizzza, mniam! potem gralam w gta V, robiłam branzoletki, bawilam się z Adriankiem (ma 3 miesiace). Gralam w kosza, strzelalam do celu. W Polsce była 22, a my poszlismy do sklepu. Później myć i spać. I tak skończył się dzień pierwszy.
sobota, 5 lipca 2014
#01 Dzień pierwszy
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz